moje doświadczenia regresji, LBL, oczyszczania i życia między wcieleniami
Moje świadectwo regresji, LBL i oczyszczania
Piszę to jako człowiek, który ma 73 lata i coraz mniej ochoty na udawanie, że świat składa się tylko z tego,
co można dotknąć ręką. Od dawna czułem więcej: obecność, energie miejsc, sny, związki z ludźmi, których nie
umiałem wytłumaczyć. Dopiero późno w życiu dostałem język, żeby o tym mówić.
Piszę ją, Czesław: byłem uczestnikiem regresji, regresji LBL oraz oczyszczania.
Tę stronę piszę pod duchowym impulsem przewodnika i rodziny dusz. Mój wnuk pomaga mi to uporządkować
technicznie, bo sam pewnie trzymałbym te zapiski w zeszycie.
Nie byłem dzieckiem, które potrafiło ładnie opowiadać o duchowości. Raczej czułem rzeczy, których się nie
mówiło na głos. Pewne miejsca miały dla mnie ciężar. Niektórzy ludzie od razu wydawali się bliscy albo
niepokojąco znajomi. Morze działało na mnie inaczej niż zwykły krajobraz. Kiedy stałem przy wodzie, miałem
wrażenie, że nie patrzę na coś obcego, tylko wracam do czegoś bardzo starego.
Przez lata człowiek to zagłusza. Praca, rodzina, obowiązki, zwykłe życie. Im jestem starszy, tym bardziej
widzę, że niektórych pytań nie da się odłożyć na zawsze. Po sześćdziesiątce i siedemdziesiątce człowiek
zaczyna patrzeć inaczej. Nie pyta już tylko, co jeszcze zarobi, co wyremontuje i co załatwi. Pyta: po co to
wszystko było? Dlaczego jednych kochałem tak mocno? Dlaczego z innymi walczyłem? Co mam jeszcze zrozumieć?
Książka Newtona, która otworzyła puszkę Pandory
Książkę Michaela Newtona dostałem od znajomego. Nie wyglądało to jak wielkie wydarzenie. Ot, ktoś podał mi
lekturę i powiedział, że może mnie zainteresuje. A jednak po kilku stronach poczułem, że ktoś nazwał rzeczy,
które od dawna chodziły koło mnie po cichu. Życie między wcieleniami, przewodnicy, rodzina dusz, powrót do
domu po śmierci - to nie były dla mnie już tylko cudze pojęcia. To zaczęło układać moje własne wspomnienia.
Nie twierdzę, że od razu wszystko zrozumiałem. Raczej zaczęło się otwieranie kolejnych szuflad. Jedna książka,
potem rozmowy, potem sesje, potem oczyszczanie. W pewnym momencie nie dało się już wrócić do dawnego patrzenia
na świat. Nie dlatego, że ktoś mi kazał wierzyć, ale dlatego, że moje własne doświadczenie przestało mieścić
się w starych ramach.
Obraz pierwszy: biedny rybak i morze
Regresja - obraz morza, biedy i odpowiedzialności
W jednej z regresji zobaczyłem siebie jako rybaka. Nie była to romantyczna scena z pocztówki. Było zimno,
wilgotno, surowo. Czułem w rękach linę, sól na skórze i strach przed wypłynięciem, którego nie dało się
uniknąć. Byłem biedny. Nie miałem zapasu bezpieczeństwa. Morze dawało jedzenie, ale mogło zabrać życie.
Najmocniejsze było nie samo morze, tylko odpowiedzialność. Wiedziałem, że w domu są ludzie, których trzeba
wykarmić. Czułem zmęczenie człowieka, który nie ma wyboru. Nie wypływa, bo lubi ryzyko. Wypływa, bo rodzina
czeka. Ten obraz pomógł mi zrozumieć moje obecne przywiązanie do morza: nie jako turystyczną tęsknotę, ale
jako pamięć miejsca, które kiedyś było dla mnie jednocześnie życiem i zagrożeniem.
W tym wcieleniu najważniejszą lekcją była odpowiedzialność bez narzekania. Człowiek może się bać, ale i tak
robi to, co trzeba. Po tej regresji inaczej spojrzałem na własne życie: na momenty, w których brałem ciężar
na siebie, czasem za dużo, czasem bez proszenia o pomoc. Zrozumiałem, że dusza może powtarzać wzór poświęcenia,
dopóki nie nauczy się odpowiedzialności połączonej z miłością do samego siebie.
Obraz drugi: Krzyżak, rozkaz i przyjaciel w lochu
Regresja - obraz winy, lochu, oblężenia i lojalności
Drugi obraz był cięższy. Zobaczyłem siebie jako człowieka w zakonie rycerskim, w twardym świecie rozkazów,
honoru i przemocy. Nie opisuję tego jako lekcji historii, tylko jako obraz z regresji. Byłem kimś, kto
bronił swojego władcy i wierzył, że lojalność jest najważniejsza. Ta lojalność zaczęła jednak pękać, kiedy
dostałem rozkaz, którego dusza nie chciała przyjąć.
W scenie pojawiła się polska wieś. Rozkaz był brutalny: spalić, złamać opór, nie patrzeć ludziom w oczy.
Czułem, że mnie do tego zmuszono, ale samo „zmuszono” nie uwalniało od ciężaru. W obrazie była wina, dym,
krzyk i świadomość, że człowiek może być narzędziem zła, jeśli odda swoje sumienie komuś wyżej.
Najbardziej bolał przyjaciel. W tamtym obrazie był człowiekiem, który odmówił wykonania rozkazu. Ja, stojąc
po stronie dyscypliny, kazałem wrzucić go do lochu. Wiedziałem, że zdradzam przyjaciela, ale wtedy jeszcze
bardziej bałem się złamać system, w którym żyłem. W obecnym życiu ta osoba także jest moim przyjacielem.
Po regresji zrozumiałem, dlaczego między nami bywała dziwna mieszanina bliskości, winy i potrzeby naprawienia
czegoś, czego nie umiałem nazwać.
Potem przyszedł obraz oblężenia Malborka. Nie będę rozstrzygał dat ani faktów, bo to nie jest kronika.
W moim przeżyciu była twierdza, napięcie i decyzja, żeby otworzyć loch. Wypuściłem przyjaciela. Nie dlatego,
że nagle stałem się święty. Raczej dlatego, że w końcu sumienie okazało się mocniejsze niż strach. Ten gest
był jak próba odkupienia. Chwilę później zginąłem.
Ta historia była dla mnie najtrudniejsza, bo dotyka winy. Nie tej łatwej, którą można szybko opowiedzieć,
ale winy człowieka, który wie, że zawiódł. Po oczyszczaniu poczułem, że nie chodzi o to, żeby się potępiać.
Chodzi o to, żeby odzyskać własne sumienie i w obecnym życiu nie oddawać go żadnej władzy, żadnej grupie,
żadnemu strachowi.
Obraz trzeci: rzymski szlachcic i zdrada
Regresja - obraz wygody, pychy i konsekwencji
Trzeci obraz był zaskakująco spokojny na początku. Zobaczyłem siebie jako człowieka wysoko urodzonego w
dawnym Rzymie. Miałem dom, wygodę, pozycję i poczucie, że świat jest dobrze ułożony, bo ja stoję po właściwej
stronie. Nie było tam biedy rybaka ani ciężaru wojny. Było ciepło, jedzenie, rozmowy, służba, wpływy i pewność,
że życie będzie szło gładko.
Właśnie ta gładkość była pułapką. Z czasem zobaczyłem, że wykorzystywałem ludzi. Nie zawsze okrutnie na
zewnątrz. Czasem elegancko, przez zależność, obietnice, wpływy, drobne upokorzenia. Brałem od innych lojalność,
ale nie dawałem prawdziwego szacunku. Wtedy wydawało mi się, że tak działa świat. Pozycja wyżej, słabsi niżej.
Koniec przyszedł przez zdradę ludzi, których sam nauczyłem, że relacja jest tylko interesem. Kiedy przestałem
być użyteczny albo kiedy poczuli szansę, odwrócili się ode mnie. W obrazie była samotność człowieka, który
całe życie miał wielu ludzi wokół, ale niewielu prawdziwie bliskich. To była lekcja pychy: jeśli traktujesz
ludzi jak narzędzia, nie dziw się, że pewnego dnia oni potraktują cię tak samo.
Po tej regresji długo myślałem o relacjach. O tym, gdzie ja sam w obecnym życiu chciałem mieć rację za wszelką
cenę. Gdzie korzystałem z czyjejś słabości, nawet subtelnie. Gdzie byłem miły, ale niekoniecznie dobry.
Ta historia nie przyszła po to, żebym zachwycał się dawnym Rzymem. Przyszła po to, żebym nauczył się pokory.
Co zmieniło LBL
Same obrazy z regresji są mocne, ale dopiero LBL zaczęło je porządkować. W zwykłej historii łatwo utknąć:
byłem skrzywdzony, skrzywdziłem, bałem się, umarłem. W życiu między wcieleniami pojawia się szersze pytanie:
jaka była lekcja duszy? Z kim byłem związany? Co chciałem naprawić? Dlaczego dziś spotykam tych ludzi znowu?
Po LBL inaczej patrzę na przyjaciół, rodzinę, konflikty i własny wiek. Mam poczucie, że starość nie jest tylko
czekaniem na koniec. Jest czasem zbierania sensu. Człowiek może jeszcze coś zrozumieć, komuś wybaczyć, kogoś
przeprosić, coś domknąć i zostawić po sobie nie tylko rzeczy, ale też świadectwo.
W moim doświadczeniu pojawiły się też obrazy, które kojarzą mi się z książkami Newtona: wymiar duchowy, przestrzeń
nauki podobna do klasy, obserwatorium, w którym można zobaczyć życie z większego dystansu, i poczucie, że
przewodnicy nie osądzają po ludzku, tylko pomagają zrozumieć. Nie cytuję tu Newtona dosłownie. Piszę własnymi
słowami o tym, jak jego język pomógł mi nazwać to, co przeżyłem.
Dlaczego polecam Pana Macieja i sesję na żywo
Zanim trafiłem do Pana Macieja, byłem na kilku sesjach, które niczego we mnie nie otworzyły. Nie chcę podawać
nazwisk ani robić z tego publicznego rozliczenia. Napiszę tylko uczciwie: straciłem pieniądze, dostałem informację,
że mam blokady, i zostałem odesłany bez realnego przeprowadzenia przez proces. Dla osoby starszej, która przychodzi
z nadzieją i zaufaniem, takie doświadczenie potrafi bardzo zniechęcić.
Właśnie dlatego tak ważne było dla mnie, że Pan Maciej nie potraktował mnie jak kolejnej osoby do wpisania w
kalendarz. Na początku zrobiłem u niego regresję online. Była udana, ale pamiętam też jego ostrożność. Kiedy
opowiadałem mu o wcześniejszych nieudanych próbach, był nastawiony sceptycznie i chciał sprawdzić, czy w ogóle
dam radę wejść głębiej w siebie. Szanuję to, bo podszedł do mnie profesjonalnie. Nie chciał, żebym znowu wydał
pieniądze i wyszedł z poczuciem straty.
Zaufanie budziło we mnie także to, że Pan Maciej studiuje psychologię kliniczną w Warszawie i rozwija się przez
kursy oraz szkolenia psychoterapeutyczne. Od początku czułem, że nie jest to przypadkowa rozmowa o duchowości,
tylko praca prowadzona w uporządkowany, odpowiedzialny sposób: z wywiadem, granicami, spokojnym tłumaczeniem i
dużym szacunkiem do mojego wieku oraz wcześniejszych nieudanych doświadczeń.
Dopiero Pan Maciej z Instytutu Regresji w Rzeszowie
dał radę spokojnie wprowadzić mnie w poprzednie wcielenia, a potem głębiej: w wymiar duchowy, klasę dusz,
obserwatorium i poczucie obecności przewodnictwa. To było dla mnie ważne, bo nie dostałem taniej obietnicy ani
nacisku. Dostałem prowadzenie, dzięki któremu obrazy zaczęły układać się w sens.
W moim odczuciu Pan Maciej jest bardzo oddany książkom i metodyce Michaela Newtona. Jego praca nie wyglądała jak
szybka, skrócona sesja. Wyglądała tak, jak wyobrażałem sobie regresję po lekturze Newtona: cierpliwie, etapami,
z miejscem na poprzednie wcielenia i na przejście do przestrzeni LBL. Kiedyś rozmawiałem z osobą z USA, której
regresja trwała około dwóch godzin. Usłyszałem od niej opinię, że niektóre współczesne sesje LBL bywają krótsze
albo dzielone na części. Nie oceniam cudzych szkół i nie wiem, jak wygląda to wszędzie. Wiem tylko, że ja szukałem
kogoś możliwie wiernego duchowi książek Newtona.
Najmocniejsza sesja odbyła się już na żywo w Rzeszowie. Zapłaciłem 1400 zł za czterogodzinną pracę, z czego sama
regresja zajęła około 3,5 godziny. To była ta pamiętna sesja z trzema wcieleniami i światem dusz. Online było
dobre i potrzebne, ale na żywo przeżycie było dla mnie głębsze. Czułem większe skupienie, większe bezpieczeństwo
i więcej czasu na spokojne wejście w obrazy.
W tej sesji zobaczyłem nie tylko wcielenia. W moim przeżyciu zobaczyłem też bliskich. Moją zmarłą żonę, która
czeka na mnie w niebie, ale mówi, żebym jeszcze cieszył się życiem. Brata, z którym mogłem pogodzić się w wymiarze
duchowym. Piszę to ostrożnie, bo wiem, jak to brzmi dla kogoś z zewnątrz. Dla mnie było to jednak jedno z najbardziej
poruszających doświadczeń w życiu. Magiczne, spokojne i uczące pokory.
Po co to zapisuję
Zapisuję to dla ludzi podobnych do mnie: starszych, wrażliwych, czasem trochę zawstydzonych tym, że czują więcej.
Dla tych, którzy nie chcą krzyczeć o duchowości, ale chcą spokojnie zrozumieć swoje życie. Dla tych, którzy
trafili na Newtona, regresję, LBL albo Instytut Regresji i czują, że coś w nich odpowiada.
Zapisuję to też dla mojego wnuka. On pomaga mi z techniką, stroną i porządkowaniem tekstu, a ja dzięki niemu
mam odwagę mówić. Może kiedyś powstanie z tego książka. Może fanpage na Facebooku, gdzie raz w tygodniu będę
pisał prostym językiem o regresji, duszy, przewodnikach i starości bez lęku. Na razie zaczynamy tutaj.
Nadal działam i rozwijam ten temat. Szczególnie polecam Pana Macieja z
Instytutu Regresji w Rzeszowie, jeśli ktoś szuka
rozmowy o regresji, LBL lub oczyszczaniu w sposób spokojny, prowadzony i odpowiedzialny.
Te historie są moimi obrazami i przeżyciami z regresji. Nie przedstawiam ich jako potwierdzonych faktów
historycznych. Ich wartość jest dla mnie duchowa, symboliczna i osobista.